Rozpoczynamy „Czas Mężczyzn”

Stefan Maciejewski to zapomniany dzisiaj pisarz, dziennikarz i nauczyciel z Naszej Małej Ojczyzny. Znaczną część swojego życia związał z Rudawami Janowickimi. Przez kilka lat mieszkał w Leszczyńcu i Czarnowie. W 1999 roku miałem przyjemność przeczytać jedną z jego książek zatytułowaną „Czas mężczyzn”. Wywarła ona na mnie niezapomniane wrażenie. Później – w 2013 roku – dzięki uprzejmości jednego z mieszkańców Pisarzowic poznałem wiele ciekawych faktów z życia tego utalentowanego autora, co po części stało się przyczynkiem do powstania tego, ale także kilku innych artykułów.

Stefan Maciejewski urodził się 17 III 1936 w Garbatce koło Radomia w rodzinie inteligenckiej. Ojciec jego Konstanty, zaś matka Janina z domu Nowicka. W 1972 zadebiutował jako pisarz zbiorem opowiadań pt. „Czas mężczyzn” (Wrocław, wydawnictwo Ossolineum). Wcześniej pozostawał kierownikiem Szkoły Podstawowej w Leszczyńcu (1964–1966) i to właśnie czas spędzony przez niego tutaj w Rudawach Janowickich, a w rzeczywistości spotkania z ludźmi, którzy tu żyli oraz ich historie posłużyły za fabułę książki „Czas mężczyzn” (pisarz zmienił tylko nazwiska i to nie wszystkie). Większość bohaterów opowiadań to pierwsi powojenni mieszkańcy Ogorzelca, Leszczyńca, Szarocina, Czarnowa, Pisarzowic i okolic.


W 2009 roku w artykule pt. „Widok na Śnieżkę” opublikowanym w czasopiśmie „Orzeł Skalny” Stefan Maciejewski tak pisze o życiu w Rudawach Janowickich:

W ciągu pięćdziesięciu lat uprawiania górskiej turystyki przedreptałem Tatry, Gorce, Pieniny, Beskidy… Ale najdłużej zatrzymały mnie w swoich zakątkach Sudety, a już szczególnie piękne pasmo górskie zwane Rudawami Janowickimi z ich miniaturowym, lecz jakże malowniczym przedłużeniem – Górami Sokolimi. W górach tych zostawiłem sporo ze swego życia, one zaś wpisały się na trwałe w moją biografię. W Rudawach Janowickich spędziłem z przerwami dwadzieścia lat (1964-1984). Czy to wystarcza, aby się podawać za człowieka gór? Nie wiem, ale com się po Rudawach i Karkonoszach nachodził, tom się nachodził…

Ukończywszy uniwersyteckie nauki, opuściłem wraz ze swoim przyjacielem Ryszardem Kinclem, Kraków. On został kierownikiem czteroklasowej szkółki w Czarnowie, wiosce położonej u leśnego podnóża Skalnika (najwyższego wzniesienia w Rudawach Janowickich), ja zaś stałem się nauczycielem, wnet kierownikiem podstawówki, w oddalonej od Czarnowa o niecałą godzinę marszu, dużej wsi Leszczyniec – przez którą biegła linia kolejowa z Wałbrzycha przez Kamienna Górę i Kowary do Jeleniej Góry. W 1966 roku kupiłem w Czarnowie za sześć pensji nauczycielskich (takie to podówczas były ceny wiejskich domów i gospodarstw w poniemieckich Sudetach) całkiem okazały dom, przypominający stylem tyrolski, w części murowany, z pięterkiem drewnianym. Do tego dwa hektary ziemi. Tak umocowany, poczułem się mieszkańcem Sudetów. Dom znajdował się w lichym stanie, ale mieszkać się dało… i chciało. Był on usytuowany na stoku prawdziwie pięknej doliny, otoczonej sosnowymi lasami, przeciętej bystrym potokiem, płynącym skrajem mojej łąki. Las wyrósł, obecnie nie widać z tego domu Śnieżki.

Mijały dni, tygodnie, miesiące, kolejne pory roku… Zadomowiłem się w swej „gawrze”. Jako że sam nieźle jeździłem na nartach, więc i w swych uczniach rozbudzałem zainteresowania narciarskie. Wnet ukształtowała się szkolna drużyna, która wygrywała różne międzyszkolne, nawet wojewódzkie zawody w biegach narciarskich. Z uczniami, ale najczęściej sam, niemal każdą wolna chwilę włóczyłem się ścieżkami i wertepami Rudaw Janowickich, zaś wolne od pracy dni przeznaczając na dłuższe wypady to w Karkonosze, to w Góry Sokole. W środowisku nauczycielskim zasłynąłem, jako „ten, co to do szkoły jeździ na nartach na złamanie karku”. Rzeczywiście, aby się dostać zimą z Czarnowa do Leszczyńca, musiałem najpierw z doliny kilometr podchodzić na grzbiet zachodniej odnogi Rudaw, skąd stromą drogą, wciętą w zbocze pędzić dość niebezpiecznie w dół.

Pobyt na Dolnym Śląsku traktowałem jako szkołę życia (całkiem twardą, zważywszy na warunki), zbieranie doświadczeń, które miały się przekształcić w efekty pisarskie. Rzeczywiście, w długie zimowe wieczory zapisywałem wszystko, o czym mi sąsiedzi (osiadli tu dopiero po 1945 roku, po wysiedleniu Niemców) przy „samogonce” opowiadali. Tak powstała moja debiutancka książka o cechach reportażu pt. „Czas mężczyzn” (1972). Zatem dźwiganie „kaganka oświaty” w leszczynieckiej szkole łączyłem ze swoimi pierwszymi próbami pisarskimi. Książka ta ukazała się w kilka lat po powrocie do Krakowa, gdzie przeistoczyłem się w dziennikarza. Nie zapominałem jednak o Dolnym Śląsku. Na ile tylko czas pozwalał, odwiedzałem swą chatę i wędrowałem po rzadko jeszcze wtedy odwiedzanych przez turystów Rudawach. W międzyczasie (w 1970 r.) w Czarnowie zamknięto czteroklasówkę, przywracając budynkowi dawną funkcję: schroniska turystycznego o nazwie „Czartak” (czynnego i obecnie). Dotychczasowy nauczyciel Ryszard Kincel zakotwiczył się jako dziennikarz w Jeleniej Górze, a będąc historykiem, władając dobrym piórem, z biegiem lat popełnił cenne dla dziejów turystyki karkonoskiej książki, jak: „Początki przewodnictwa turystycznego w Karkonoszach” (1972), „Sarmaci na Śnieżce” (1973), „U szląskich wód” (1994). Również i ja nie wymazywałem z pamięci tematyki dolnośląskiej. W 1978 roku ukazała się moja powieść „Czterej z piekła”, opisującą powojenne, skomplikowane losy osiadłych tu „pionierów ziem odzyskanych”. 

Za Niemców był Czarnów całkiem dużą wsią o walorach letniskowych, liczącą około 90 gospodarstw. Po 1945 roku zamieszkali tu w większości repatrianci „zza Buga”, niezbyt dbając o swe domostwa. Jak dach przeciekał lub wiatr go zerwał, to „zabużanin” wyprowadzał się, zasiedlając kolejny – jeden z wielu pustych – domów. Tą drogą, do mojego tam pojawienia się w Czarnowie, połowa budynków zamieniła się w gruzy otoczone co najwyżej kilkoma zdziczałymi drzewami owocowymi lub kępami bzu. Czarnów jest niewielką wsią leżącą w dolinie Czarnowskiego Potoku, na wysokości 600-700 m n.p.m. Wieś, dawniej rozsiedlona dość gęsto, obecnie stanowi luźną zabudowę w otoczeniu malowniczej krajobrazowo doliny. Początki wsi sięgają czasów po wojnie trzydziestoletniej. Wtedy też powstały tu pierwsze sztolnie. Szukano złota, rud miedzi i żelaza bez jednak większych efektów. Dopiero z początkiem XVIII wieku wznowione prace wydobywcze kopalin przyniosły wymierne korzyści. W 1778 roku przez Czarnów poprowadzono utwardzoną brukiem drogę, zwaną Starym Traktem Kamiennogórskim. Połączył on Jelenią Górę z Wrocławiem. Kursowały nim dyliżanse pocztowe. Trakt ten stracił na znaczeniu po wybudowaniu w latach 1855-57 tzw. Drogi Głodu przez Przełęcz Kowarską – drogi szerszej, wygodniejszej i poprowadzonej przez niższą przełęcz. W 1840 mieszkało w Czarnowie blisko 300 osób. We wsi była gospoda, garbarnia, warsztaty tkackie. Działała kopalnia arsenu „Evelinens Glück”. Oprócz arsenu wydobywano tu także rudy ołowiu i miedzi. Na początku XX wieku powstała nawet kolejka linowa do pobliskich Pisarzowic, skąd ruda wagonikami była przewożona do złotostockich hut.

Swą gawrę rzadko, ale odwiedzałem. Ale nie sądziłem, że ją ponownie zasiedlę na dłużej. Aliści los chciał, że po ogłoszeniu stanu wojennego, dziennikarze poddani zostali weryfikacji. Ponieważ odmówiłem tej haniebnej procedurze, a przy tym będąc za swą działalność pod cenzorską krechą, zostałem usunięty z pracy bez prawa wykonywania zawodu. Co zrobiłem w tej sytuacji? Wróciłem do Czarnowa. Tu, aby żyć, obsadziłem pole rzepą i ziemniakami, łąkę kosiłem na siano, mleko dawała mi sołtysowa. Nadto jakąś tam stówkę podesłała żona – i jakoś tam się przeżyło do 1984 roku, kiedy to do pracy w Muzeum Tatrzańskim przyjął mnie Tadeusz Szczepanek. Dom sprzedałem. Wnet właściciel wyjechał do Kanady. Opuszczona chata popadła w ruinę. Tylko wciąż rośnie koło niej wyjątkowo okazała lipa. Zadbałem swego czasu, aby została zapisana do rejestru zabytków – pod nazwą „Ewa” (dla uczczenia mojej córki). Trzy lata (1981-1984) spędzone w „gawrze” wspominam z sentymentem. Czasem było chłodno i głodno, ale miałem nieograniczony czas dla siebie i byłem wolnym człowiekiem – w przeciwieństwie do wielu moich byłych koleżanek i kolegów dziennikarzy, którzy wiernopoddańczo kolaborowali z ówczesną władzą. Opisuję te czasy w swych wydanych w 2007 roku dziennikach pt. „Wojna polsko-polska”. Podczas tego mojego dłuższego pobytu, do Czarnowa sprowadziła się pierwsza grupka wyznawców Kriszny. Kupili jeden, z czasem kilka dalszych domów wraz z ziemią i zaczęli gospodarzyć. Zwolna nabierali rolniczych doświadczeń. Prowadzą rolnictwo ekologiczne, są wegetarianami. Turystom są życzliwi. Można się od nich dowiedzieć wielu interesujących rzeczy o kulturze wedyjskiej. Czarnowski ośrodek Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny jest jednym z największych w Polsce.

No, ale co z tymi Rudawami Janowickimi? Jakie to góry, czy warto wybrać się w karkonoskie strony? Ze wszech miar jak najbardziej! Jak malowniczo wyglądają Rudawy z widokami na Karkonosze i inne pasma górskie Sudetów, można się przekonać w ciągu czterdziesto-minutowego marszu ze schroniska „Czartak” na szczyt Skalnika, z którego roztacza się widok na obły kształt Śnieżki. Spod Skalnika wyznakowanym szlakiem wędrujemy w stronę Marciszowa (dobry punkt startowy w Rudawy), aby obejrzeć „purpurowe jeziorka”, udając się następnie w pobliskie Góry Sokole, gdzie czeka nas zabytkowe schronisko „Szwajcarka” – najstarsze w Sudetach, zbudowane z drewna w stylu tyrolskim w 1823 roku, zbudowane z drewna w stylu tyrolskim przez właściciela zamku w niedalekich Karpnikach (warto zamek zwiedzić), a nazwane na cześć swej żony Szwajcarki.

jedna z czołowych skał w masywie Skalnika ze znamiennym sPękaniem w granicie

Rudawy Janowickie w części zachodniej zbudowane są z granitu, natomiast we wschodniej z łupków, gnejsów i dolomitów. Znajdowały się w nich rudy miedzi, arsenu z domieszką srebra i złota oraz rudy żelaza i ołowiu, które wydobywano już od XIV aż do XIX wieku. Z tego ostatniego okresu pozostały tu liczne sztolnie i wyrobiska, na ogół zasypane i niedostępne. Kto jednak chciałby zajrzeć pod ziemię, niech odwiedzi sztolnie w Kowarach z udostępnioną turystom tzw. Podziemną Trasą Turystyczną. Rudawy porośnięte są lasem świerkowym, z dodatkiem dębu, leszczyny, brzozy, jaworu i buka. W 1989 roku rudawskie pasmo objęte zostało statusem Rudawskiego Parku Krajobrazowego.

Pasmo Rudaw rozciąga się z południa, od Doliny Świdnika i Przełęczy Kowarskiej aż do Doliny Bobru, między Kotliną Kamiennogórską, a Jeleniogórską. Zajmują powierzchnie 90 km kwadratowych. W okolicy Janowca Wielkiego graniczą z Górami Kaczawskimi, a od Przełęczy Kowarskiej z Karkonoszami. Najwyższym wzniesieniem jest Skalnik (945m), a najciekawszą północnozachodnia część Rudaw, w której znajdują się Sokole Góry. Wyjątkowo malowniczy ten zakątek tworzy sześć granitowych wzgórz: Krzyżna Góra (654 m), Sokolik (642 m), Browarówka (525 m), Rudzik (500 m), Łysa (480 m), Buczek (456 m). Liczne skałki Sokolich Gór dochodzą tu do 60 m wysokości i stanowią atrakcyjny teren do wspinaczki. Większość wierzchołków skał jest niedostępna dla „zwykłych turystów”. Wyjątek stanowi Sokolik Duży, na którego wierzchołek prowadzą metalowe schody i Krzyżna, na którą można się dostać po wykutych w skale stopniach. Warto napomknąć, że tutaj właśnie swe początki alpinistyczne zdobywała Wanda Rutkiewicz.

A z Gór Sokolich warto dotrzeć do Kowar lub Karpacza… i wyruszyć na Śnieżkę.


Warto pamiętać, że Stefan Maciejewski to propagator Słowiańszczyzny na Dolnym Śląsku – po jego powrocie w granice Polski. Z mojej perspektywy zaliczam go do ludzi, którzy potrafią nie tylko pisać między wierszami, ale i czytać między wersami. Może dlatego właśnie cenzura PRL nie chciała dopuścić jego opowiadań do druku?

W 2017 r. usłyszałem szczegółów opowiadania o tym, jak Rudawy Janowickie i Kotlina Kamiennogórska od niepamiętnych czasów stanowią teren „karnych zsyłek” – jakoby na bezludną wyspę. Najnowsza historia potwierdza to, że w czasach PRL-u do takich miejscowości jak Czarnów, i Paczyn wysyłano niepokornych pisarzy i poetów, po to, aby ograniczyć zasięg ich działalności. A jak było we wcześniejszych wiekach? Może ktoś z czytelników słyszał o tym?


Krótka nota biograficzna Stefana Maciejewskiego:

  • szkoła średnia: Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego w Krakowie – matura w 1953 r.
  • ukończył Wydział Filologii Polskiej (1959) i Wydział Filologii Słowiańskiej (1964) Uniwersytetu Jagiellońskiego
  • po studiach podjął pracę jako bibliograf w Bibliotece Wojewódzkiej w Szczecinie (1959–1960)
  • nauczyciel Zasadniczej Szkoły Handlowej w Krakowie (1961–1964)
  • kierownik Szkoły Podstawowej w Leszczyńcu w Rudawach Janowickich (1964–1966)
  • kierownik domu studenckiego Żaczek w Krakowie (1966–1967)
  • w latach 1964–1980 należał do PZPR
  • reporter „Echa Krakowa” (1967-1970). W tym samym czasie współtworzył pismo „Student”, którego został pierwszym red. naczelnym
  • publicysta „Życia Literackiego” (1971–1973)
  • kierownik działu kulturalnego „Gaz. Białostockiej” (1973–1974) – w tym okresie rozpoczął poznawanie Suwalszczyzny – turystyczne (wyprawy kajakowe) i dziennikarskie (cykl reportaży historycznych o wybitnych postaciach związanych z północno-wschodnią Polską, m.in. o gen. Ignacym Prądzyńskim, gen. Michale hr. Pacu, Karolu hr. Brzostowskim oraz o pierwszych piewcach Suwalszczyzny, które ukazały się w książce Szlachetni pasjonaci (Olsztyn: Pojezierze, 1978).
  • w 1975 podjął pracę w „Gazecie Południowej” w Krakowie (do 1980), następnie „Gazecie Krakowskiej” (1981);
  • współpracował m.in. z: „ITD.” (1972–1978), „Kontrastami” (1975–1979), „Przekrojem” (1973–1998), „Podtatrzem” (1977–1981), „TeMI” (1978–1981), „Tygodnikiem Zamojskim” (1979–1981) i najdłużej z „Życiem Literackim” (1974–1981; jest laureatem nagrody tego tygodnika, 1979); sporadycznie m.in. z: „Kameną”, „Odrą”, „Tygodnikiem Kulturalnym”, „Głosem Młodzieży Wiejskiej”, „Magazynem Kulturalnym”, „Życiem Warszawy”
  • w 1981 otrzymał Nagrodę „Pawiego Pióra”
  • należał do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1967–1981) i Związku Literatów Polskich (1980–1981)
  • jest członkiem krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1981 –)
  • w stanie wojennym został usunięty z pracy bez prawa wykonywania zawodu i do 1990 dziennikarstwa nie uprawiał
  • w 1991 zamieszkał w Suwałkach
  • od listopada 2002 mieszka w Krakowie oraz otrzymał Złotą Odznakę Miasta Krakowa
  • udziela się w Polskim Towarzystwie Tatrzańskim, które wydaje czasopismo turystyczne „Orzeł Skalny” (od 2007 członek honorowy tej organizacji)
  • w swojej karierze pisywał m.in. pod pseudonimami: Śledziennik, Krak, Ewa Bieńkowska

 


Źródła:

- życiorys Stefana Maciejewskiego na stronie krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich  – tutaj

- Lubieniecki J., „Z Dziejów Ziemi Kamiennogórskiej”, Wydawnictwo PRINT, Jelenia Góra 1996, str. 164-165

- Maciejewski S., „Czas Mężczyzn”, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972

- Maciejewski S., „Niwy pod Cyckenbergen” w: czasopismo „Przekrój” nr 2370/1990, str. 15 – tutaj. Wszystkie artykuły autorstwa Stefana Maciejewskiego, jakie ukazaly się na łamach „Przeglądu” znajdują się tutaj

- Maciejewski S., „Widok na Śnieżkę” w: Orzeł Skalny nr 51 (13) Kwartalnik Oddziału Chrzanów Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, Lipiec-Wrzesień 2009, Str, 25-28 – tutaj

Comments are closed.